Za nami juz 2 dni w Brazylii i 2 miasta.Piszemy z Rio z hostelu Cortico na Botafogo wyciagajac nasze zmeczone upalem i noszeniem plecakow nogi.W oknach mamy blekitne okiennice, a sciany maja kolor odblaskowo rozowy.:)Bardzo przyjemne miejsce i z klimatem.W naszym 6 os pokoju jestesmy jak na razie sami.(Piszemy z tel wiec zdjecia jutro). Wczoraj w Sao Paulo dalismy sobie niezly wycisk.Nasze skromnie zapakowane plecaki (swiadkowie moga potwierdzic ze swiecily pustkami!) z godziny na godzine wazyly coraz wiecej.Udalo nam sie jednak zobaczyc najciekawsze miejsca tej gigantycznej metropolii.Trzeba uczciwie powiedziec ze Sao Paulo jest zwyczajnie brzydkie.Kilka zabytkow (katedra,hala targowa,pare zabytakowych willi) ginie w betonowej dzungli.Wszedzie pelno ludzi i samochodow.Glowna ulica Avenida Paulista dopiero wieczorem okazala sie przyjemniejsza.Odkrylismy jednak przepiekne miejsce-park ktory wygladal jak kawalek prawsziwej dzungli nieco uporzadkowanej i przeniesionej do miasta.Tropikalne drzewa rosly tak gesto, ze w alejkach panowal mrok i w srodku dnia musialy swiecic sie latarnie.Spedzilismy tam na lawce sporo czasu urzeczeni bogactwem tutejszej przyrody.Przepiekne widoki mielismy tez w drodze z Sao Paulo do Rio.Gory porosniete tropikalnym lasem.Niesamowity byl tez sam autobus.Choc wybralismy najtansza opcje autokar o kilka klas przewyzszal komfortem wszystkie autokary jakimikolwiek gdziekolwiek sie poruszalismy.Takze nocny kurs byl strzalem w dziesiatke- wyspalismy sie a przy tym oszczedzilismy na noclegu.W dodatku na dworcu skorzystalismy z prysznicy (sa na kazdym tutejszym dworcu), wiec pelen komfort.Teraz choc krotko o Rio.Zmeczeni wczorajszym chodzeniem dzis od razu skierowalismy sie na slynna Copacabane.Plaza faktycznie robi wrazenie,choc ma calkowicie miejski charakter.W tle ulica i pasaz wiezowcow.Nie mniej jednak widok na Glowe Cukru i inne gory dodaje uroku.Poza tym panuje fajny, wakacyjny klimat.Sporo osob uprawia rozne sporty, glownie siatke plazowa i sufring.Mozna tez ochlodzic sie mleczkiem kokosowym prosto ze swiezego kokosa.Jego smak jest jednak dosc dziwny, lekko kwaskowaty.Bardziej zasmakowaly nam soki ze świeżych owocow.Absolutny hit!Wszyscy je tutaj pija.Co do jedzenia popularne sa wszelkiego rodzaju sandwiche i buleczki wypelniane rozmitym farszem np. miesem, serem.W sam raz na przekaske.Ogolne wrazenie bardzo dobre - ludzie serdeczni i pomocni, czujemy sie rownie bezpiecznie jak w Polsce, a fawele widac tylko w oddali.Problematyczne jest tylko to, ze na prawde NIKT nie mowi po angielsku!Takze cwiczymy miejscowy jezyk i sugestywne wymachiwanie rekami.:)No i ceny sa zaskakujaco wysokie np. mala butelka wody ok. 3zl,nocleg w hostelu w pokoju wieloosobowym ok. 60-70 zl.No i najgorsze-male piwo w sklepie ok. 6 zl.Cinek podupadl;). Ale nie dajemy sie!I korzystamy z wakacji.A co!
Friday, March 8, 2013
Subscribe to:
Post Comments (Atom)







0 comments:
Post a Comment